Słysząc słowo „holocaust” zdecydowanie patrzymy na to ze
strony Żydów, ale czy nikt nie zastanawia się nad tym, jak to
wyglądało ze strony technicznej? Przecież ktoś musiał ich
znaleźć, bo przecież Niemcy nie odwiedziliby wszystkich domów w
Polsce i na terenach Niemiec w 6 lat. A jak już ich znaleźli, to
jak wiedzieli ile z nich zostało przewiezionych do obozów czy
zamordowanych? Ktoś albo coś musiał nad tym czuwać. I czuwał.
Edwin Black w 2001 roku w swojej książce „Koncern IBM i
Holocaust” ujawnia jedno z najbardziej ponurych przestępstw
korporacyjnych dokonanych przez amerykańskie koncerny. Autor
publikacji twierdzi wprost: „Technologia IBM umożliwiała
znajdowanie i wysyłanie ludzi do obozów zagłady.”
Wszystko zaczęło się w połowie lat 20., kiedy IMB sprzedawał
swoje technologie całemu światu, a w tym także Polsce i Niemcom.
Gdy hitlerowcy doszli do władzy, przeprowadzono powszechny spis
ludności niemieckiej. Właśnie dane z tego spisu pomogły oprawcom
w odnalezieniu setek tysięcy Żydów. Ci obywatele, byli bardzo
lojali wobec swojej ojczyzny. Czasem nawet nie zdawali sobie sprawy,
że są Żydami, ale byli nimi w myśl hitlerowskich ustaw
norymberskich. Jednak co ma do tego amerykański koncern? Bez
technologii kupionej od IBM, nie byłoby możliwe tak sprawne i tak
szybkie przeprowadzenie akcji zagłady ludności żydowskiej.
Więc pojawia się pytanie: „Czy to prawda?”. Odpowiedź nie
może być krótka i jednoznaczna, bo nikt nie ma co do tego
pewności. Niewiadomo nawet czy sami szefowie IMB przez lata mieli
świadomość, do czego wykorzystuje się ich technologie. Wiadomo
jednak, że układy IBM i Dehomagu [niemiecki oddział IBM] ustały
dopiero po rozpoczęciu wojny między Niemcami, a Stanami
Zjednoczonymi. Sama książka wydaje się być rzetelna. Jest w niej
wiele przypisów, a także dokumentów, ale też zdarzają się
błędy. To one powodują, że historycy mają wiele wątpliwości co
do tego.
Gdyby jednak nie było to prawdą, to za co Thomas Watson [prezes
IBM] dostałby najwyższe oznaczenie, którym honorowano zasłużonych
dla Rzeszy Niemieckiej? Przesadą byłoby oskarżanie Watsona o
współudział w Holocauście, lecz czy jego zachowanie było
etyczne? Tą kwestie pozostawiam do samodzielnego zinterpretowania.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję za przeczytanie dzisiejszej notki oraz zapraszam do
komentowania. Przepraszam również za tak długą nieobecność, ale
jakoś przez te święta wolałam poleniuchować, a niżeli zabrać
się za pisanie. Zapraszam także do przeczytania niezwykle ciekawej książki
Bibliografia:
Edwin Black, "IBM i Holocaust", Warszawa, MUZA SA, 2001
Tomasso, IBM i Holocaust, www.autentyk.info
Wprost, IBM & Holocaust, www.wprost.pl
sobota, 28 grudnia 2013
wtorek, 17 grudnia 2013
Szukajcie, a znajdziecie...
Wracam po kilku dniowej nieobecności spowodowanej raczej brakiem
czasu na napisanie artykułu, który wyda mi się choć trochę
sensowny. I tak natrafiłam na artykuł o aktywności internautów w
2013. Oczywiście, mamy koniec roku, więc temat wszelkich podsumowań
coraz częściej pojawia się w mass mediach.
I tak na pierwszy ogień poszła najbardziej popularna osoba, którą wpisywano w Polsce w wyszukiwarkę - Paul Walker. Z tego co wiem, trochę sezonowców przybyło po Andrzejkach, ale żeby aż taki wynik nabić? Kolejną osobą jest Anna German. Pewnie niektórych zdziwi to nazwisko wśród najczęściej wyszukiwanych, ale już wyjaśniam. 22 lutego 2013 miała miejsce premiera pierwszego odcinka serialu o piosenkarce. Kolejnym i nie mniej szokującym nazwiskiem jest Ewa Chodakowska. Czyżby Polaków wzięła chęć na zgubienie kilku kilogramów? Tuż za podium znalazła się Anna Grodzka, Piotr Żyła, papież Franciszek, Ewelina Lisowska, Marta Wierzbicka, Nelson Mandela oraz Maciej Musiał.
Wśród najbardziej popularnych w Google polskich piosenek, zaszczytne miejsce ma „My Słowianie” Donatana i Cleo. Miejsce drugie przypadło Ewelinie Lisowskiej, a trzecie „Bałkanicy”. Liderem w gronie zagranicznych wykonawców został Psy i „Gangam Style”. Miejsce drugie zajął Macklemore, trzecie Rihanna, a na czwartym ulokował się Daft Punk i „Get lucky”.
Poruszający film Quentina Tarantino był najczęściej wyszukiwanym filmem przez Polaków. „Django”, bo to o nim mowa, wygrywa z „Drogówką”, która wpadła na miejsce drugie. Trzecie miejsce należy do filmu „Iron Man 3”.
Najpopularniejszym wydarzeniem dla Polaków okazał się być Woodstock. Kolejne miejsca na tej liście przypadły Paradzie Równości, Oscarom, a także Konklawe.
„Czym jest IBAN?”. Okazuje się, że w 2013 roku, Polacy koniecznie chcieli się dowiedzieć, jakie rozwinięcie ma skrót IBAN. Rozwiewając wszelkie wątpliwości – jest to międzynarodowy numer rachunku bankowego. Wśród najbardziej popularnych haseł ze słowem”Czym...?”, na drugim miejscu znalazło się pytanie „Czym jest piękno?”, a na trzecim „Czym jest patriotyzm?”.
Okazuje się, że najczęściej wyszukiwanym w Polsce hasłem z „Jak....?” jest „Jak zrobić lukier?”. Wytłumacza to, dlaczego Ewa Chodakowska także trafiła do popularnych. Kolejne to „Jak segregować śmieci?” oraz „Jak usunąć fb?”.
Jeśli jesteście ciekawi konkretnego zestawienia od 1-10 w konkretnych kategoriach to odsyłam was pod ten link. Zapraszam do komentowania i dziękuję za przeczytanie tego artykułu.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
bibliografia:
TVN24, "Czego szukali internauci w 2013 roku", www.tvn24.pl
www.filmweb.pl
I tak na pierwszy ogień poszła najbardziej popularna osoba, którą wpisywano w Polsce w wyszukiwarkę - Paul Walker. Z tego co wiem, trochę sezonowców przybyło po Andrzejkach, ale żeby aż taki wynik nabić? Kolejną osobą jest Anna German. Pewnie niektórych zdziwi to nazwisko wśród najczęściej wyszukiwanych, ale już wyjaśniam. 22 lutego 2013 miała miejsce premiera pierwszego odcinka serialu o piosenkarce. Kolejnym i nie mniej szokującym nazwiskiem jest Ewa Chodakowska. Czyżby Polaków wzięła chęć na zgubienie kilku kilogramów? Tuż za podium znalazła się Anna Grodzka, Piotr Żyła, papież Franciszek, Ewelina Lisowska, Marta Wierzbicka, Nelson Mandela oraz Maciej Musiał.
Wśród najbardziej popularnych w Google polskich piosenek, zaszczytne miejsce ma „My Słowianie” Donatana i Cleo. Miejsce drugie przypadło Ewelinie Lisowskiej, a trzecie „Bałkanicy”. Liderem w gronie zagranicznych wykonawców został Psy i „Gangam Style”. Miejsce drugie zajął Macklemore, trzecie Rihanna, a na czwartym ulokował się Daft Punk i „Get lucky”.
Poruszający film Quentina Tarantino był najczęściej wyszukiwanym filmem przez Polaków. „Django”, bo to o nim mowa, wygrywa z „Drogówką”, która wpadła na miejsce drugie. Trzecie miejsce należy do filmu „Iron Man 3”.
Najpopularniejszym wydarzeniem dla Polaków okazał się być Woodstock. Kolejne miejsca na tej liście przypadły Paradzie Równości, Oscarom, a także Konklawe.
„Czym jest IBAN?”. Okazuje się, że w 2013 roku, Polacy koniecznie chcieli się dowiedzieć, jakie rozwinięcie ma skrót IBAN. Rozwiewając wszelkie wątpliwości – jest to międzynarodowy numer rachunku bankowego. Wśród najbardziej popularnych haseł ze słowem”Czym...?”, na drugim miejscu znalazło się pytanie „Czym jest piękno?”, a na trzecim „Czym jest patriotyzm?”.
Okazuje się, że najczęściej wyszukiwanym w Polsce hasłem z „Jak....?” jest „Jak zrobić lukier?”. Wytłumacza to, dlaczego Ewa Chodakowska także trafiła do popularnych. Kolejne to „Jak segregować śmieci?” oraz „Jak usunąć fb?”.
Jeśli jesteście ciekawi konkretnego zestawienia od 1-10 w konkretnych kategoriach to odsyłam was pod ten link. Zapraszam do komentowania i dziękuję za przeczytanie tego artykułu.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
bibliografia:
TVN24, "Czego szukali internauci w 2013 roku", www.tvn24.pl
www.filmweb.pl
środa, 11 grudnia 2013
Śmieszne czy żałosne?
Rozumiem jeśli ten tekst wywoła negatywne komentarze jak „Kac
Wawa”, ale uprzedzając wszelkie sceptyczne opinie, stwierdzam, że
to jest tylko i wyłącznie moje zdanie na ten temat.
Odniesienie na początku artykułu do jednego z najgorszych filmów ostatnich 30 lat nie jest przypadkowe, bo w tym artykule chciałabym poruszyć sprawę właśnie polskich komedii. Niektóre z nich są kultowe, a teksty z nich możemy usłyszeć, gdy idziemy po ulicy. Jednak wielu z nas słysząc określenie „polski film komediowy” przypuszcza lub jest tego pewny, że nie może być to dobra produkcja. Rzeczywiście po 1989 roku ciężko jest o dobry film komediowy.
Chyba najgorszym filmem jaki dotychczas oglądałam to wspomniany już wcześniej „Kac Wawa”. Jest tak samo żenująca jak jej inspirowany hollywoodzkim hitem tytuł. Sam reżyser przyznał, że film został nakręcony po to, aby zobaczyć jak „cycki się trzęsą w 3D”. Może w przyszłości reżyser znajdzie lepsze powody, aby nakręcić film. Chyba najbardziej trafnym określeniem tego filmu jest: „Dno i kilometr mułu”.
Kolejnymi i raczej niechlubnymi elementami polskiej kinematografii jest film „Testosteron” i żeńska odpowiedź na niego czyli „Lejdis”. Oba filmy jakoś specjalnie nie śmieszą. Być może są momenty, które rozbawiają widza, ale te można by policzyć na palcach jednej ręki. Żaden z nich nie ma ani grama wdzięku, przedstawiony obraz rzeczywistości przesadzony, a postacie płytkie jak Zatoka Tajlandzka.
Następnym wielkim rozczarowaniem jest „Och Karol 2” czyli remake filmu z 1985 roku. Spodziewać się można było wiele, ale chyba najmniej tego, że będzie to zwykły bubel bo śmieszną część filmu można by wyrazić w promilach. Po pierwszych kilkunastu minutach można było zauważyć, że byle jaka gra aktorska, byle jakie dialogi więc i nie ma zaskoczenia, że film byle jaki. Najbardziej w tym filmie denerwuje mnie (oprócz płytkich dialogów) nie dobranie aktorów. Bo z całym szacunkiem, ale Foremniak do roli była chyba dopasowana losowo, a Adamczyk chyba do końca już będzie mi się kojarzył z papieżem.
Takich filmów zdecydowanie jest więcej. Chociażby „Ciacho”, gdzie pierwszą sprawą jest humor, a raczej jego brak. Nie chodzi już nawet o wymuszoną wulgarność, ale sam film uwłacza inteligencji oglądających. Również „Wyjazd integracyjny” jest filmem, który zasługuje raczej na publiczną nagonkę, niż pochwałę. Oprócz tego, że jak i w poprzednich przypadkach, film jest wulgarny, nieśmieszny, a gra aktorska nie powala, to bazuje na stereotypach.
Można by stwierdzić, że po 1989 roku już nie ma dobrych filmów komediowych. Nic bardziej mylnego. Nie można przecież pominąć komedii Juliusza Machulskiego, Olafa Lubaszenki chociażby Marka Koterskiego. Te są niebanalne i bawią widza swoimi inteligentnymi tudzież wyszukanymi żartami.
Juliusz Machulski czyli autor dialogów w filmach „Kiler” i „Kilerów 2-óch”, producent tegorocznej „Ambassady”, a także „Vinci” oraz „Ile waży koń trojański?”. Jego komedie po prostu mają w sobie to coś, że można oglądać je kilka razy, a teksty są zabawne i wręcz kultowe.
Olaf Lubaszenko i jego właściwie trzy filmy czyli „Poranek Kojota”, „Chłopaki nie płaczą” oraz „E=mc2”, podbiły serca Polaków. Szczególnie teksty z tych dwóch pierwszych są spotykane zaskakująco często bo chyba większość z nas, Laskę kojarzy z tekstem: „Bunkrów nie ma, ale też jest zajebiście”.
Marek Koterski natomiast przede wszystkim kojarzy się z filmem „Dzień Świra”, a także “Baby są jakieś inne”.
Tak więc słowem zakończenia warto dodać, że komedia wcale nie musi być wulgarna czy przesiąkać scenami łóżkowymi, aby była dobra. Wystarczy odrobina fantazji oraz nie wymuszanych żartów. Tymczasem ja dziękuję za przeczytanie tekstu i zachęcam do komentowania.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
bibliografia:
www.poliszmuwi.blogspot.com
Marta A. Jasińska, Testosteron tylko w słowach, www.students.pl
Halina Olczak-Moraczewska, Juliusz Machulski, www.culture.pl
Odniesienie na początku artykułu do jednego z najgorszych filmów ostatnich 30 lat nie jest przypadkowe, bo w tym artykule chciałabym poruszyć sprawę właśnie polskich komedii. Niektóre z nich są kultowe, a teksty z nich możemy usłyszeć, gdy idziemy po ulicy. Jednak wielu z nas słysząc określenie „polski film komediowy” przypuszcza lub jest tego pewny, że nie może być to dobra produkcja. Rzeczywiście po 1989 roku ciężko jest o dobry film komediowy.
Chyba najgorszym filmem jaki dotychczas oglądałam to wspomniany już wcześniej „Kac Wawa”. Jest tak samo żenująca jak jej inspirowany hollywoodzkim hitem tytuł. Sam reżyser przyznał, że film został nakręcony po to, aby zobaczyć jak „cycki się trzęsą w 3D”. Może w przyszłości reżyser znajdzie lepsze powody, aby nakręcić film. Chyba najbardziej trafnym określeniem tego filmu jest: „Dno i kilometr mułu”.
Kolejnymi i raczej niechlubnymi elementami polskiej kinematografii jest film „Testosteron” i żeńska odpowiedź na niego czyli „Lejdis”. Oba filmy jakoś specjalnie nie śmieszą. Być może są momenty, które rozbawiają widza, ale te można by policzyć na palcach jednej ręki. Żaden z nich nie ma ani grama wdzięku, przedstawiony obraz rzeczywistości przesadzony, a postacie płytkie jak Zatoka Tajlandzka.
Następnym wielkim rozczarowaniem jest „Och Karol 2” czyli remake filmu z 1985 roku. Spodziewać się można było wiele, ale chyba najmniej tego, że będzie to zwykły bubel bo śmieszną część filmu można by wyrazić w promilach. Po pierwszych kilkunastu minutach można było zauważyć, że byle jaka gra aktorska, byle jakie dialogi więc i nie ma zaskoczenia, że film byle jaki. Najbardziej w tym filmie denerwuje mnie (oprócz płytkich dialogów) nie dobranie aktorów. Bo z całym szacunkiem, ale Foremniak do roli była chyba dopasowana losowo, a Adamczyk chyba do końca już będzie mi się kojarzył z papieżem.
Takich filmów zdecydowanie jest więcej. Chociażby „Ciacho”, gdzie pierwszą sprawą jest humor, a raczej jego brak. Nie chodzi już nawet o wymuszoną wulgarność, ale sam film uwłacza inteligencji oglądających. Również „Wyjazd integracyjny” jest filmem, który zasługuje raczej na publiczną nagonkę, niż pochwałę. Oprócz tego, że jak i w poprzednich przypadkach, film jest wulgarny, nieśmieszny, a gra aktorska nie powala, to bazuje na stereotypach.
Można by stwierdzić, że po 1989 roku już nie ma dobrych filmów komediowych. Nic bardziej mylnego. Nie można przecież pominąć komedii Juliusza Machulskiego, Olafa Lubaszenki chociażby Marka Koterskiego. Te są niebanalne i bawią widza swoimi inteligentnymi tudzież wyszukanymi żartami.
Juliusz Machulski czyli autor dialogów w filmach „Kiler” i „Kilerów 2-óch”, producent tegorocznej „Ambassady”, a także „Vinci” oraz „Ile waży koń trojański?”. Jego komedie po prostu mają w sobie to coś, że można oglądać je kilka razy, a teksty są zabawne i wręcz kultowe.
Olaf Lubaszenko i jego właściwie trzy filmy czyli „Poranek Kojota”, „Chłopaki nie płaczą” oraz „E=mc2”, podbiły serca Polaków. Szczególnie teksty z tych dwóch pierwszych są spotykane zaskakująco często bo chyba większość z nas, Laskę kojarzy z tekstem: „Bunkrów nie ma, ale też jest zajebiście”.
Marek Koterski natomiast przede wszystkim kojarzy się z filmem „Dzień Świra”, a także “Baby są jakieś inne”.
Tak więc słowem zakończenia warto dodać, że komedia wcale nie musi być wulgarna czy przesiąkać scenami łóżkowymi, aby była dobra. Wystarczy odrobina fantazji oraz nie wymuszanych żartów. Tymczasem ja dziękuję za przeczytanie tekstu i zachęcam do komentowania.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
bibliografia:
www.poliszmuwi.blogspot.com
Marta A. Jasińska, Testosteron tylko w słowach, www.students.pl
Halina Olczak-Moraczewska, Juliusz Machulski, www.culture.pl
wtorek, 10 grudnia 2013
Dajesz sobą manipulować?
Zapewne każdego, kto chodzi na zakupy, spotkało coś podobnego.
Wchodzisz do sklepu, aby kupić kilka potrzebnych rzeczy, a
wychodzisz także z tymi niepotrzebnymi. Co wpływa na to, że ludzie
tak łatwo dają się przekonać, że akurat ten produkt chcą?
Manipulacja. Pewnie wielu z was słyszało o takich sposobach jak
obniżanie pełnych kwot o 1 grosz tak, aby zbliżyć cenę do tej
mniejszej wartości. Więc jeśli mamy np. 9,99 zł, to bardziej
skojarzymy ją z 9 zł niż z 10 zł. Dopiero po krótkim namyśle
spostrzegamy, że przecież do tej większej kwoty brakuje 1 grosz.
Sposobów na nie tyle oszukiwanie klienta, co nakłanianie go do
zakupu jest wiele i z pewnością czytając ten artykuł zauważycie
czy sami dajecie się na nie nabrać.
„Promocja”- to słowo jest chyba najczęściej używanym, ale też najbardziej lubianym słowem przez klientów. Nim dotrzemy do stanowiska z mięsem, to już wiemy, że MUSIMY kupić kurczaka no bo przecież jest promocja! Zwykle to słowo używane jest nadmiernie i nie zawsze oddaje rzeczywistość. Bo czy widząc przy produkcie starą cenę, nową cenę i napis „60% taniej”, liczymy czy rzeczywiście towar jest o 3/5 tańszy? Z całą pewnością nie. Zdarza się też, iż przed „promocją”, cena jest podwyższana. Tak więc być może towar jest tańszy o 20%, ale jego promocyjna cena jest równa cenie, która była przed podwyżką.
Takie obniżki to nie jedyny sposób na skłonienie klienta do zakupu. Dosyć często używane jest odpowiednie rozmieszczenie produktów na półkach. Wiadomo, że wpierw zauważamy te produkty, które są na wysokości oczu. Dlatego właśnie produkty, które są najdroższe lub sklep chce się ich pozbyć, umieszczane są na półce, którą zauważymy od razu. Ułożenie stoisk też nie jest przypadkowe. W wielu sklepach można zauważyć, że pieczywo, po które najczęściej wchodzimy, jest na końcu sklepu. Także długości alejek nie są przypadkowe. Z początku są to krótkie stoiska, a potem coraz dłuższe. Wykorzystuje się tutaj to, że klient w miarę upływu czasu traci chęć na odwiedzenie wszystkich alejek, jednak gdy już w taką wejdzie, chce przejść ją do końca.
Zachęcanie do kupna produktu znacznie ułatwiają kolorowe opakowania, a także kolorystyka sklepu. Znacznie przyjemniej patrzy się na kolorowe opakowania niż na szare, nieciekawe paczuszki. Sklepy świadomie wykorzystują kolorystykę, aby skłonić do zakupu. Nie zastanawialiście się nigdy, dlaczego zwykle napis „Promocja” jest umieszczony na czerwonym tle? Otóż kolor czerwony sprawia, że kupujemy bardziej impulsywnie. Może wydać to się śmieszne, ale rzeczywiście tak jest.
Muzyka w sklepach jest czymś niezwykle ważnym. Zwykle jest radosna, aby wprowadzić klienta w dobry nastrój, ale także i powolna, lecz z szybkim tempem, aby po sklepie chodzić długo, ale żeby nie zastanawiać się zbyt długo nad zakupem.
Wracając do cen produktów. Manipulacje cenami są czymś bardzo widocznym, ale też nie dostrzeganym przez wielu. Kiedy na półce stoją produkty w cenie 4 i 6, weźmiemy ten tańszy. Jednak kiedy znajdują się na niej produkty w cenach 4, 6 i 12, to oczywiście weźmiemy produkt o środkowej cenie, bo przecież „najtańszy to pewnie najgorszy”.
Wystawki przed kasą to kolejny pomysł, aby zgrabnie manipulować klientami. Ile razy stojąc w kolejce wziąłeś gumę, albo batonika? Założę się, że wiele razy. Słodycze przy kasach zwykle umieszczane są na wysokości oczu dziecka, bo przecież dziecko od razu złapie za kolorowe opakowanie, a rodzic, nakłaniany często płaczem dziecka, kupi tą rzecz.
Jeśli chodzi o zapach pieczywa w sklepie, to chyba każdy zauważył tego typu manipulacje. W niektórych sklepach, pomimo tego, że piekarnia jest na końcu, zapach świeżego pieczywa czuć już przy wejściu. Dlaczego tak się dzieje? Przecież nie możliwe, żeby aż tak roznosił się po sklepie, a poza tym w innych alejkach znajdujących się między wejściem, a stoiskiem z pieczywem, nie czuć tego zapachu. Otóż wywietrzniki z pieców, w których piecze się chleb czy bułki, są umieszczone przy wejściu. Ta metoda zupełnie się nie sprawdza, gdy któryś z pracowników zapomni wyjąć pieczywa z pieca, gdyż wtedy zamiast zachęcającego zapachu, klienci czują nieprzyjemny zapach spalenizny.
Kolejnym sposobem, a także już ostatnim opisanym w tym artykule, jest brak zegara czy okien w sklepie. Podobną metodę stosuje się w kasynach. Kiedyś, gdy nie każdy nosił przy sobie telefon, na którym mógł sprawdzić godzinę, zdarzało się, iż wchodząc do sklepu o 15, nagle wychodziliśmy o 20. Dzieje się tak, gdyż człowiek po prostu traci poczucie czasu.
Metod na manipulacje klientami jest wiele. W komentarzach napiszcie jakie znacie, a nie zostały wymienione w artykule. Czy czytając ten artykuł, zauważasz, że łapiesz się na którąś z metod? Na którą? Dziękuję za przeczytanie tekstu i zachęcam do komentowania.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
bibliografia:
http://www.eioba.pl/a/1nss/rodzaje-manipulacji-w-hipermarketach
Ismail Zaboub, Manipulacja na zakupach, www.polimaty.pl
http://portal.psychologiczny.pl/art/23/Manipulacja_w_sklepach
„Promocja”- to słowo jest chyba najczęściej używanym, ale też najbardziej lubianym słowem przez klientów. Nim dotrzemy do stanowiska z mięsem, to już wiemy, że MUSIMY kupić kurczaka no bo przecież jest promocja! Zwykle to słowo używane jest nadmiernie i nie zawsze oddaje rzeczywistość. Bo czy widząc przy produkcie starą cenę, nową cenę i napis „60% taniej”, liczymy czy rzeczywiście towar jest o 3/5 tańszy? Z całą pewnością nie. Zdarza się też, iż przed „promocją”, cena jest podwyższana. Tak więc być może towar jest tańszy o 20%, ale jego promocyjna cena jest równa cenie, która była przed podwyżką.
Takie obniżki to nie jedyny sposób na skłonienie klienta do zakupu. Dosyć często używane jest odpowiednie rozmieszczenie produktów na półkach. Wiadomo, że wpierw zauważamy te produkty, które są na wysokości oczu. Dlatego właśnie produkty, które są najdroższe lub sklep chce się ich pozbyć, umieszczane są na półce, którą zauważymy od razu. Ułożenie stoisk też nie jest przypadkowe. W wielu sklepach można zauważyć, że pieczywo, po które najczęściej wchodzimy, jest na końcu sklepu. Także długości alejek nie są przypadkowe. Z początku są to krótkie stoiska, a potem coraz dłuższe. Wykorzystuje się tutaj to, że klient w miarę upływu czasu traci chęć na odwiedzenie wszystkich alejek, jednak gdy już w taką wejdzie, chce przejść ją do końca.
Zachęcanie do kupna produktu znacznie ułatwiają kolorowe opakowania, a także kolorystyka sklepu. Znacznie przyjemniej patrzy się na kolorowe opakowania niż na szare, nieciekawe paczuszki. Sklepy świadomie wykorzystują kolorystykę, aby skłonić do zakupu. Nie zastanawialiście się nigdy, dlaczego zwykle napis „Promocja” jest umieszczony na czerwonym tle? Otóż kolor czerwony sprawia, że kupujemy bardziej impulsywnie. Może wydać to się śmieszne, ale rzeczywiście tak jest.
Muzyka w sklepach jest czymś niezwykle ważnym. Zwykle jest radosna, aby wprowadzić klienta w dobry nastrój, ale także i powolna, lecz z szybkim tempem, aby po sklepie chodzić długo, ale żeby nie zastanawiać się zbyt długo nad zakupem.
Wracając do cen produktów. Manipulacje cenami są czymś bardzo widocznym, ale też nie dostrzeganym przez wielu. Kiedy na półce stoją produkty w cenie 4 i 6, weźmiemy ten tańszy. Jednak kiedy znajdują się na niej produkty w cenach 4, 6 i 12, to oczywiście weźmiemy produkt o środkowej cenie, bo przecież „najtańszy to pewnie najgorszy”.
Wystawki przed kasą to kolejny pomysł, aby zgrabnie manipulować klientami. Ile razy stojąc w kolejce wziąłeś gumę, albo batonika? Założę się, że wiele razy. Słodycze przy kasach zwykle umieszczane są na wysokości oczu dziecka, bo przecież dziecko od razu złapie za kolorowe opakowanie, a rodzic, nakłaniany często płaczem dziecka, kupi tą rzecz.
Jeśli chodzi o zapach pieczywa w sklepie, to chyba każdy zauważył tego typu manipulacje. W niektórych sklepach, pomimo tego, że piekarnia jest na końcu, zapach świeżego pieczywa czuć już przy wejściu. Dlaczego tak się dzieje? Przecież nie możliwe, żeby aż tak roznosił się po sklepie, a poza tym w innych alejkach znajdujących się między wejściem, a stoiskiem z pieczywem, nie czuć tego zapachu. Otóż wywietrzniki z pieców, w których piecze się chleb czy bułki, są umieszczone przy wejściu. Ta metoda zupełnie się nie sprawdza, gdy któryś z pracowników zapomni wyjąć pieczywa z pieca, gdyż wtedy zamiast zachęcającego zapachu, klienci czują nieprzyjemny zapach spalenizny.
Kolejnym sposobem, a także już ostatnim opisanym w tym artykule, jest brak zegara czy okien w sklepie. Podobną metodę stosuje się w kasynach. Kiedyś, gdy nie każdy nosił przy sobie telefon, na którym mógł sprawdzić godzinę, zdarzało się, iż wchodząc do sklepu o 15, nagle wychodziliśmy o 20. Dzieje się tak, gdyż człowiek po prostu traci poczucie czasu.
Metod na manipulacje klientami jest wiele. W komentarzach napiszcie jakie znacie, a nie zostały wymienione w artykule. Czy czytając ten artykuł, zauważasz, że łapiesz się na którąś z metod? Na którą? Dziękuję za przeczytanie tekstu i zachęcam do komentowania.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
bibliografia:
http://www.eioba.pl/a/1nss/rodzaje-manipulacji-w-hipermarketach
Ismail Zaboub, Manipulacja na zakupach, www.polimaty.pl
http://portal.psychologiczny.pl/art/23/Manipulacja_w_sklepach
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Snowden versus Ameryka ?
Są takie dni, kiedy wszystko przemiawia za tym, aby wziąć
papier (ewentualnie w dobie elektroniki sięgnąć po komputer) i
zacząć przelewać swoje żale. Są też takie, gdzie do głowy nie
przychodzi żaden porządny temat, a szukanie go na siłę jest
bezsensowne, bo... wychodzi wtedy strasznie nieciekawy tekst. Więc co
zrobić, kiedy brak weny, a czas pogania, aby w końcu coś
opublikować. Mniej lub bardziej interesującego.
Kilka dni temu, przeglądając któryś z serwisów informacyjnych, natknęłam się na kolejny artykuł o Snowdenie. Dla tych, którzy nie słyszeli jeszcze o nim – małe przedstawienie sytuacji. Były agent CIA (z ang. Centralna Agencja Wywiadowcza) i NSA (z ang. Agencja Bezpieczeństwa Krajowego) po ucieczce do Hongkongu, a następnie do Rosji, gdzie otrzymał tymczasowy azyl polityczny.
Nazwisko Snowdena kojarzone jest przede wszystkim z ujawnieniem informacji dotyczących PRISM, czyli programu inwigilacji prowadzonym przez NSA. W maju bieżącego roku, Snowden przekazał dziennikarzom „Guardiana” dokumenty, z których wynika, iż amerykańskie służby podsłuchiwały 35 czołowych polityków na świecie, a w tym także Angelę Merkel. Ujawnił też, że NSA zbiera informacje poprzez wykorzystywanie danych na serwerach takich firm jak: Yahoo, Google, Facebook, Microsoft, Youtube, Apple czy Skype. Z tego co przekazał amerykański whistleblower podsłuchy zakładane były również w instytucjach unijnych więc jak można się spodziewać, UE nie była zachwycona tym faktem, a wręcz przeciwnie – obużona zachowaniem NSA.
Wracając do artykułu, materiały, które „Guardian” ujawnił to dopiero kropla w morzu. PRISM nie jest jedynym programem NSA, który ma służyć do szpiegostwa. Formalnie żaden z nich nie istnieje, a władze USA w swoich reakcjach stosują ogólniki, a także odwołują się do kodowych nazw tajnych programów.
Czy Snowden postąpił słusznie ujawniając te informacje? To pytanie z pewnością zadaje sobie nie tylko duża część społeczeństwa, ale także sam Snowden. Gdyby nie on, nadal tkwilibyśmy w błogiej nieświadomości, że nasza obecność w internecie jest anonimowa, a nasza prywatność jest poszanowana. Nie jest także tajemnicą, że na ujawnieniu tych informacji, skorzystać mogą terrroryści i szefowie przestępczego świata. Informacje, które ujawnił Snowden, mogą zaszkodzić nie tylko powodzeniu operacjom, które są prowadzone przeciwko grupom terrrorystycznym, ale także poczuciu bezpieczeństwa obywatelów Ameryki. Jednak, jak zapewnia sam prezydent USA, Amerykanie nie podsłuchują Amerykanów. Tak więc kogo? Czy PRISM powinni bać się raczej Europejczycy?
Dziękuję za przeczytanie i zachęcam do komentowania i odpowiadania na pytania zadane w tekście. Co o tym sądzicie ? Jak wy się czujecie z myślą, że każdy wasz ruch w internecie jest obserwowany?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
bibliografia:
Kucharczyk Maciej, PRISM to nie wszystko, www.tvn24.pl, 18.06.2013;
Mach Zbigniew, Snowden pomógł terrorystom?, www.polskatimes.pl, 12.11.2013;
Kilka dni temu, przeglądając któryś z serwisów informacyjnych, natknęłam się na kolejny artykuł o Snowdenie. Dla tych, którzy nie słyszeli jeszcze o nim – małe przedstawienie sytuacji. Były agent CIA (z ang. Centralna Agencja Wywiadowcza) i NSA (z ang. Agencja Bezpieczeństwa Krajowego) po ucieczce do Hongkongu, a następnie do Rosji, gdzie otrzymał tymczasowy azyl polityczny.
Nazwisko Snowdena kojarzone jest przede wszystkim z ujawnieniem informacji dotyczących PRISM, czyli programu inwigilacji prowadzonym przez NSA. W maju bieżącego roku, Snowden przekazał dziennikarzom „Guardiana” dokumenty, z których wynika, iż amerykańskie służby podsłuchiwały 35 czołowych polityków na świecie, a w tym także Angelę Merkel. Ujawnił też, że NSA zbiera informacje poprzez wykorzystywanie danych na serwerach takich firm jak: Yahoo, Google, Facebook, Microsoft, Youtube, Apple czy Skype. Z tego co przekazał amerykański whistleblower podsłuchy zakładane były również w instytucjach unijnych więc jak można się spodziewać, UE nie była zachwycona tym faktem, a wręcz przeciwnie – obużona zachowaniem NSA.
Wracając do artykułu, materiały, które „Guardian” ujawnił to dopiero kropla w morzu. PRISM nie jest jedynym programem NSA, który ma służyć do szpiegostwa. Formalnie żaden z nich nie istnieje, a władze USA w swoich reakcjach stosują ogólniki, a także odwołują się do kodowych nazw tajnych programów.
Czy Snowden postąpił słusznie ujawniając te informacje? To pytanie z pewnością zadaje sobie nie tylko duża część społeczeństwa, ale także sam Snowden. Gdyby nie on, nadal tkwilibyśmy w błogiej nieświadomości, że nasza obecność w internecie jest anonimowa, a nasza prywatność jest poszanowana. Nie jest także tajemnicą, że na ujawnieniu tych informacji, skorzystać mogą terrroryści i szefowie przestępczego świata. Informacje, które ujawnił Snowden, mogą zaszkodzić nie tylko powodzeniu operacjom, które są prowadzone przeciwko grupom terrrorystycznym, ale także poczuciu bezpieczeństwa obywatelów Ameryki. Jednak, jak zapewnia sam prezydent USA, Amerykanie nie podsłuchują Amerykanów. Tak więc kogo? Czy PRISM powinni bać się raczej Europejczycy?
Dziękuję za przeczytanie i zachęcam do komentowania i odpowiadania na pytania zadane w tekście. Co o tym sądzicie ? Jak wy się czujecie z myślą, że każdy wasz ruch w internecie jest obserwowany?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
bibliografia:
Kucharczyk Maciej, PRISM to nie wszystko, www.tvn24.pl, 18.06.2013;
Mach Zbigniew, Snowden pomógł terrorystom?, www.polskatimes.pl, 12.11.2013;
Hello!
Przez inny pryzmat to blog dla ciebie jeśli choć trochę
interesuje cię otaczający świat, ale i także jeśli masz swoje
zdanie o tym, co się dzieje. Dzięki czytaniu tego bloga możesz
poznać moją opinię, ale także odczucia. Sprawdź czy myślisz
podobnie! Zachęcam do komentowania i wyrażania swoich opinii o
postach, ale także do podsyłania tematów na
przezinnypryzmat@gmail.com.
Subskrybuj:
Posty (Atom)